
Pierwsza historyczna wzmianka o Dankowie pochodzi z 1300 roku, przy okazji opisu granic nadania ziemskiego. W czasach swojej chwały miejscowość często była określana miastem. W 1347 roku margrabia Ludwik wspomina w swoim liście o tym miejscu określając je dosłownie "miasto Tankow". Danków jednak nigdy nie otrzymał rzeczywistych praw miejskich. Danków posiadał fortyfikacje, jednak jego największą wartością obronną było położenie - wieś zbudowano na półwyspie wrzynającym się w jezioro, które okalało Danków z trzech stron, odsłoniętą część chroniły wały podwójne wały z ok. 1347 r. Nie wzniesiono natomiast nigdy murów okalających ówczesne miasta.
Na przestrzeni wieków miejscowość Danków była świadkiem wielu historycznych wydarzeń. Przez wiele lat była obiektem licznych sporów. W 1.X.1452 r. przed księciem saskim w Miśni zakończył się ponad pół wiekowy spór rodziny Kittlitzów z Zakonem Krzyżackim. Później Tankow (Danków) kilkanaście razy zmieniał właściciela.
Z racji bardzo rozbudowanej i zagmatwanej historii chciałbym wspomnieć o ostatnim właścicielu dóbr dankowskich, którym był Wichard von Alvensleben. Majątkiem dankowskim zarządzał w latach 1929-1939. Jest potomkiem rodu historią sięgającego XII-XIII wieku. Jego przodkiem był m.in. preceptor templariuszy Fryderyk, który (zgodnie z legendą) stoczył w Dankowie wielki bój ze Słowianami. W latach po roku 1939 kapitan Wichard von Alvensleben walczył w kampaniach w Polsce, Francji, Rosji, Afryce, a także we Włoszech. W 1943 roku dostał się do niewoli amerykańskiej. Już jako wolny człowiek w 1946 roku poślubił Astrid von Brand, z którą żył do śmierci 14.VIII.1982 r.
Z rokiem 1945 wiąże się "nowa" karta w historii Dankowa, bowiem miały miejsce pierwsze osiedlenia obecnie żyjących tam rodzin. Jedną z pierwszych rodzin była rodzina Ranosów, która osiedliła się w Dankowie mniej więcej w listopadzie 1945 roku. Świadkowie tamtych czasów doskonale pamiętają istniejący jeszcze piękny pałac, który ostatecznie został splądrowany i spalony.
Obecnie Danków to spokojna i malownicza wieś licząca ok. 129 mieszkańców, 42 gospodarstwa domowe (w tym 21 to gospodarstwa rolnicze i 3 lub 4 gospodarstwa agroturystyczne).
Na koniec chciałbym przytoczyć jedną z legend dankowskich związaną z templariuszami:
Na W tej krwawej bitwie zabito wielu Słowian, a jeszcze więcej pognano do wody, gdzie nędznie potonęli. Zwycięzcy zdobyli wiele bydła i innych wartościowych łupów. Co jednak było począć z niewiastami i dziećmi pokonanych, wybitych i potopionych wojów słowiańskich?
Templariusze opowiadali się za uchronieniem bezbronnych, joannici wszelako, ich rywale w Nowej Marchii, ale wtedy walczący w owej bitwie po stronie templariuszy, sprzeciwili się temu. Uważali bowiem, iż niewiasty pogańskie mogłyby w dzieciach utrzymywać krnąbrność i nienawiść, chęć odwetu. Wówczas to wystąpił jako rozjemca znajdujący się wśród tego rycerstwa legat papieski i takie oto wydał rozstrzygnięcie:
"Powinniście sprawić, iżby kobiety znikły sprzed waszego oblicza, albowiem w przeciwnym razie staną się dla was postronkiem, a bogowie ich - siecią. Dlatego wytępić je musicie!"
Kiedy rycerze, kierując się tym nakazem, śpieszyli do obozu pogan, by uprowadzić kobiety i dzieci, wyszedł im na spotkanie korowód odświętnie przybranych kobiet w białych szatach, a córka pobitego wodza słowiańskiego poprosiła mistrza zakonnego, Fryderyka z Alvensleben, ażeby zechciał sprawić, by po takim ogromie cierpień zapanował pokój, i na znak tego pozwolił swym rycerzom zatańczyć z kobietami. Mistrz był już gotów ulec owej prośbie, gdy legat oświadczył:
"Nie masz dla zakonnych rycerzy innych tańców ponad taniec mieczy. Biada ci, jeśli jak najrychlej nie poślesz tej diablicy w otchłań!"
Krzyk się wielki podniósł wśród kobiet, córka słowiańskiego wodza zawołała natomiast przeraźliwym głosem:
"Skiniesz - idę z wolą twoją!
Lecz gdzie nogi moje stoją,
Wżdy najlepszy wśród dojrzałych,
W otchłań się pogrąży cały!"
Zahuczały raptem wody Jeziora Dankowskiego, uniosły się wysoko, pochłonęły kobiety oraz obóz wraz ze wszystkim, co się w nim znajdowało. Od tej pory w noc świętojańską ukazują się na brzegach jeziora gromady duchów i tańczą wokół niego. Niekiedy latem któryś z najlepszych mężczyzn mieszkających nad jeziorem zaczyna wpatrywać się w wodę, gdyż mu się roi, że z dna jeziora kiwa do niego niewiasta. Nieszczęśliwiec ów jest wtedy zgubiony. Wieczorami aż do Buszowa słychać szum jak gdyby fal smaganych burzą, wśród niego zaś rozbrzmiewają słowa:
"Znów najlepszy wśród dojrzałych
W otchłań się pogrążył cały!"







